Był czas, gdy gry królowały na takich konsolach jak NES czy SNES. Wówczas każda gra stanowiła wyzwanie. Często były to gry krótkie oferujące kilkadziesiąt minut rozrywki, ale czas ich przejścia dla przeciętnego gracza wynosił od kilku godzin do nawet kilku tygodni. Z jednej bardzo prostej przyczyny brak możliwości zapisu stanu gry. Kilka żyć ewentualnie kilka kontynuacji i na ekranie pojawiał się znienawidzony napis GAME OVER. Jeśli gracz chciał ukończyć grę musiał zaczynać od początku i tak aż do skutku. Dodam, że grę trzeba było przejść „na raz”, bo wyłączenie konsoli wiązało się z rozpoczynaniem gry od początku. We współczesnych grach tego nie ma. Zapis ręczny w każdym momencie lub autozapis co kilka minut sprawia, że nawet jak tytuł jest trudny, to w końcu uda się go ukończyć. Gracz cofa się do akcji sprzed kilku minut, a nie do samego początku gry. Oczywiście trzeba też jasno powiedzieć, ze współczesne gry są łatwiejsze niż te nawet z PSX. Są kierowane do wielu odbiorców w różnym wieku, a więc nie mogą być zbyt trudne. Są oczywiście poziomy trudności, ale niektóre gry nawet na hard nie stanowią większego wyzwania. Jednak duża tu zasługa możliwości zapisu stanu gry, gdyby nie on to nawet takie Call of Duty mogłoby stanowić duże wyzwanie. Mając np. 3 życia nie raz grę zaczynałoby się od początku. Call of Duty nie jest trudną grą, ale dysponując ograniczoną liczbą żyć z pewnością wielu graczy nie raz oglądałoby napis game over. Nie musi nas zabić nawet przeciwnik wystarczy gdzieś wpaść, rzucić granat pod nogi lub popełnić inny błąd, który zakończy się zgonem naszej postaci. Wiadomo, że współczesne gry są łatwiejsze, a możliwość zapisu gry jeszcze ten stan potęguje, dla jednych to wada, a dla innych zaleta, bo przecież nie każdy chce spędzać przed jednym tytułem dni, czy nawet tygodnie, a zwłaszcza teraz, gdzie wchodzi co roku tyle dobrych gier, które w dodatku zawierają tryb multiplayer przed którym można dobrze się bawić przez długie miesiące.

Gry, jako metoda nauczania